piątek, 19 lutego 2016

Yennefer

Dzisiaj mam Wam do pokazania nową sesję w towarzystwie mojej muzy, Martyny. Generalnie to ostatnia sesja z cyklu "piękne suknie Kamy Ostaszewskiej"! Gdy robiłam z Martyną naszą pierwszą sesję w sukni od Kamy (którą możecie zobaczyć TUTAJ) od razu przymierzyłyśmy dwie pozostałe sukienki. Martyna wyglądała w nich obłędnie, leżały na niej rewelacyjnie! Dlatego zrobiłyśmy aż 3 wspólne sesje w sukniach od Kamy. Martyna to osoba słowna, uczciwa, na której można polegać, która mieszka blisko mnie i oczywiście - wygląda obłędnie w klimacie zdjęć, który lubię robić najbardziej. Nie widzę powodu bym miała szukać sobie innej modelki do tych sukienek, skoro Martyna spełniała wszystkie moje oczekiwania. W czarnej sukni Martyna wyglądała najbardziej widowiskowo, dlatego bardzo nie mogłam doczekać się właśnie tej serii! Czekałyśmy aż stopnieje śnieg i za oknem zrobi się bardziej mrocznie. W końcu się doczekałyśmy! Szkoda tylko, że było tak wietrznie w dniu, w którym się umówiłyśmy. Było mi żal Martyny i ciężko było mi słuchać jak to bardzo jest zimno, dlatego postanowiłam się również rozebrać z kurtki i pozostałych ciepłych, zimowych rzeczy. W porównaniu do Martyny byłam ubrana niczym w kożuch :P Mam nadzieję, że moje małe poświęcenie chociaż trochę pomogło psychicznie mojej modelce. Przy sesji pomagała nam oczywiście Julka, która wykonała tego dnia kolejny, idealnie pasujący makijaż oraz fryzurę.
Suknia "Yennefer" to moje kolejne spełnienie marzeń. Uwielbiam takie kreacje, które są bardzo kobiece i zarazem widowiskowe, wspaniałe wycięcie na plecach niesamowicie mnie inspirowało, a koronkowa góra dopełniała całości, bo zdecydowanie ubóstwiam koronki! :) O takiej sukni marzy chyba każda kobieta.. ja również pozwoliłam ją sobie przymierzyć :P Ale nie wyglądałam w niej tak wspaniale jak moja Marti!








Suknia Yennefer: Atelier Ostaszewska




A Wam która nasza wspólna odsłona w sukniach Kamy podoba się najbardziej? :) Wszystkie trzy serie macie w linkach poniżej, czekam na Wasze opinie!!! :) 



Modelka: Martyna Rossa
Wizaż: Julia Nagłowska
Suknia "Yennefer": Kama Ostaszewska
Zdjęcia: Katarzyna Banaszek

środa, 17 lutego 2016

Moskitiera

Ten zdjęciowy dzień zdecydowanie zaliczam do bardzo udanych! Wszystko zaczęło się za sprawką Małgosi, która na naszej ostatniej sesji z huśtawką opowiadała o wspaniałej moskitierze, którą chętnie użyczy mi do zdjęć. Już na początku roku powróciłyśmy do tego tematu, Gosia wysłała mi zdjęcie tej wspaniałej moskitiery, a ja od razu się zakochałam. Taka motywacja, taka nadzieja, były mi potrzebne, by ponownie mieć do czego dążyć i planować. Postanowiłyśmy rozłożyć sesje z tą moskitierą na dwie serie: domową oraz plenerową. Oczywiście zaczęłyśmy od domowej, z racji na zimno panujące na dworze oraz panujący za oknem mrok :) Wszystko poszło bardzo sprawnie, dobór ekipy zajął mi bardzo mało czasu, od razu pomyślałam o jednej z moich ulubionych twarzy, która mocno pasuje do sensualnych fotografii, a mianowicie o Justynie, która zyskała fotograficzną ksywkę "Penelope" z racji, że niesamowicie przypomina Penelope Cruz :P Tego dnia miałam w swojej ekipie nową wizażystkę, Monikę, którą poznałam dzięki Martynie Rossie, która żywo polecała mi Monikę. Cieszę się z tego bardzo, bo Monika nie dość, że ma zdolną rączkę, to także jest świetną, wyluzowaną osobą, mającą mnóstwo swoich wizji.






Wizaż: Monika Drużna


Zaskoczyłam siebie samą ile różnych serii zdjęć można zrobić w tym samym miejscu. Głównie skupiałyśmy się na sensualnych, delikatnych, kobiecych ujęciach, jednak nie zabrakło też przyjaznych zdjęć z kotem czy bardziej wampirzych ujęć w fantastycznej czarnej sukni, którą dostałam od Kamy Ostaszewskiej. Przyznam, że życzyłabym sobie tego dnia o wiele więcej światła oraz więcej miejsca, bo z moją 50siątką mogę robić sobie jedynie ciasne portrety we wnętrzach, aczkolwiek uważam, że wszystko wypadło całkiem nieźle jak na te ograniczenia. W połowie sesji pojawiło się za oknem słońce, które skutecznie rozświetliło naszą scenerię. Napewno nie jestem mistrzem w robieniu domowych zdjęć ani nie czuję się w nich najlepiej, właśnie ze względu na te wszystkie ograniczenia, przed sesją miałam mnóstwo pytań: jakie będzie światło? czy wystarczy mi miejsca? czy odnajdę się w danym zadaniu? Ale jak zwykle okazało się, że strach ma tylko wielkie oczy i jakoś sobie poradziłam.
Bardzo rozszalałam się tego dnia i przywiozłam kartę zapełnioną mnóstwem zdjęć! Nie mogłam uwierzyć, że zrobiłyśmy ich aż tyle, ale przynajmniej miałam z czego wybierać. Zdecydowanie najlepiej czułam się w ostatniej serii zdjęć i także ta seria podoba mi się najbardziej - ujęcia w czarnej sukni. Zaskoczyły mnie one bardzo, nie sądziłam, że tak fajnie będzie to wszystko do siebie pasowało, Małgosia szybko zmieniła poduszki i całą resztę tak, że kolorystycznie wszystko wspaniale się komponowało z czarną suknią Yennefer.









Pozuje obrażona Ela <3 


Ciekawa jestem która z tych serii podoba Wam się najbardziej? :)

Wielkim plusem zdjęć w domowym zaciszu jest fakt, że przynajmniej nie marzniemy i nie poświęcamy tak cennego czasu na dodatkowe ogrzewanie się i tego typu sprawy. Dzięki temu w końcu odetchnęłam, zdjęcia robiłam na pełnym luzie i nie myślałam o tym, że moja modelka już zamarza i że trzeba już kończyć. To miła odmiana! :) Poza tym gościnność Małgosi była przekochana, bardzo za to dziękuję i oczywiście za udostępnienie tego pięknego wnętrza <333





Moskitiera/wnętrze: Małgorzata Pawłowska



Zdjęcia: Katarzyna Banaszek

środa, 10 lutego 2016

Metka baletka

Moja współpraca z marką odzieżową Metka baletka rozpoczęła się od maila, którego dostałam pod koniec tamtego roku z propozycją współpracy. Po rozmowie telefonicznej z Anią już byłam perfekcyjnie zarażona jej pomysłem na nawiązanie przez nas zdjęciowej współpracy. Wszystko po to byśmy razem w środowisku tanecznym wspierali się we wzajemnym rozwoju i pomagali sobie wzajemnie szerzyć grono naszych odbiorców. Te słowa Ani przekonały mnie najbardziej :) Bo przecież "w kupie siła"! :) Pierwszą naszą wspólną sesją zdjęciowa była sesja wykonana w ostatni dzień stycznia. Gdy umawiałyśmy te spotkanie miałyśmy na myśli zdjęcia baletowe zrobione w pięknej zimowej scenerii w kolorowych stylizacjach z dwiema tancerkami. Było wszystko poza śniegiem, który stopniał na kilka dni przed naszą sesją. No cóż, trzeba było improwizować! Pomogła nam w tym cudowna Pomarańczarnia, teoretycznie tak oklepane miejsce, a jeszcze nigdy nie robiłam tam zdjęć. Akurat przyszedł czas na pierwszy raz :)
Ania dobrała mi tego dnia rewelacyjną ekipę :) Dwie wspaniałe tancerki baletowe: Aneta i Julka :) Aneta jest tancerką Polskiego Baletu Narodowego w Warszawie, prowadzi fantastycznego bloga na temat swojej pasji (simple.dancer's life), którego od czasu, gdy usłyszałam o nim od Ani, napewno będę czytać na bieżąco! Aneta to profesjonalistka, więc cieszę się, że tak wybitna tancerka zagościła przed moim obiektywem. Jeśli chodzi o Julkę jest to młodziutka baletnica, która tańczy połowę swojego życia, a swoją charyzmą mogłaby obdzielić wielu dorosłych tancerzy. Widziałam jej fantastyczny występ w choreografii "Trzy pokolenia" w You can dance, byłam więc ciekawa co przedstawi przed moim obiektywem. Jula sprawiła, że tego dnia zapomniałam, że mamy zimę, że wieje i jest zimno, dawała z siebie maks i ani chwili nie poświęciła na marudzenie, że jest jej zimno! :) To wręcz niebywałe o tej porze roku!
Sesja przebiegła w sympatycznej atmosferze, udało nam się (cudem) zrobić kilka zdjęć w środku Pomarańczarni, wszystko dzięki babci Julki, która śmiało zapytała o pozwolenie, w prawdzie dostałyśmy je bez większej euforii obsługi i musiałyśmy zapłacić 2 zł za każdą z dziewczyn (:P), a ponadto działać w stresie, bo "miało być tylko kilka zdjęć, a nie cała sesja", ale lepszy rydz niż nic! :) Bałam się ambitniej kadrować, a dźwięk migawki był jak walenie dzwonu w cichym kościele - nie, praca w stresie nie jest dla mnie :P Tak czy owak udało nam się ustrzelić kilka ciekawych kadrów :)








Opaska na głowę: No i jak?





Spódniczki: No i jak?






Tancerki: Aneta Wira & Julia Szumowska
Bluzy: Metkabaletka Dance
Spódniczki/opaska na głowę: No i jak?
Zdjęcia: Katarzyna Banaszek