piątek, 4 grudnia 2015

Kraków

Kiedy kilka dni temu wsiadałam w autobus do Krakowa, nie sądziłam, że będę pisać post na swoim blogu z takim stoickim spokojem, a nawet z tak pozytywnym nastawieniem. Ale zacznę od początku :)
Przyznam, że chciałam swoje fotograficzne podróże zakończyć ostatnimi odwiedzinami Biskupca, w ogóle nie myślałam, że ponownie w tym roku wyląduje w Krakowie. Wszystko za sprawą niby-spontanicznego, niby-planowanego pomysłu, na który wpadłyśmy wspólnie z moją Sylwią. A mianowicie na pomysł duetu dwóch rudych dziewczyn! Na tą myśl właściwie wpadła Sylwia, a gdy usłyszałam tę koncepcję od razu zaświeciła mi się lampka w głowie! Nie mogłam tego odwlekać. Czułam, że muszę zrobić to jeszcze w tym roku, bo taki pomysł nie mógł czekać! Miałam nadzieję, że zdjęcia zrobimy z koniec października, max początkiem listopada, ale niestety wszystkie czasowo zgrywałyśmy się dopiero na samiutki koniec listopada. Już przeżywałam, że napewno spadnie śnieg i będziemy robić zimową sesję :P Ale na szczęście nie! O szczegółach sesji z rudymi napiszę napewno oddzielny post, a tymczasem chciałabym podzielić się z Wami zarysem tego, jak wyglądał ten dwudniowy wypad do Krakowa. Będąc szczerą ten wyjazd wiele, oj wiele, mnie kosztował! I nie chodzi tu o pieniądze! Ale o nerwy, przeżywanie, myślenie, umawianie wszystkiego na tip top. Na tamtą chwilę umawiałam na raz ogółem z 10 sesji, gdzie przy każdej pracowało minimum 2 osoby. A kto pracuje z ludźmi, ten wie, jak czasem ciężko jest wszystkim dogodzić, a to z terminem, a to z miejscem, a to ze stylizacją. Te krakowskie sesje wymagały szczególnie wiele mojego wkładu, zapału i organizacji. Pogoda za oknem też nie pomagała.. na szczęście nie było deszczowo, ale tym razem odczuwalna temperatura wynosiła chyba z -5 stopni! To mnie dołowało o tyle, że przede mną były trzy sesje w Krakowie, na których dziewczyny miały pozować w sukniach, które jak każdy wie nie należą do najcieplejszych. Starałam się jednak nie myśleć o tym jakoś bardzo.. Wypadało tyle rzeczy, które musiałam jeszcze na dzień przed dopinać na ostatni guzik, zmieniać stylizacje, czy miejsce czy godzinę, upominać ludzi! Jedyne, co mi pomagało to to, że już nie raz się przekonywałam, że warto. Choć przyznam Wam się, że wieczór przed moim porannym odjazdem do Krakowa, po prostu usiadłam i zaczęłam płakać, że nic nie idzie po mojej myśli. Nagłe zmiany ze strony modelek nie sprzyjają takiej osobie, jaką jestem ja, która się angażuje, ma plany, pomysły, pasję, którą chce realizować na 100%. Miałam ochotę wszystko odwołać, albo chociaż przesunąć wyjazd. Na szczęście otaczają mnie ludzie, którzy wiedzą jak mnie wesprzeć i jak pocieszyć. Tylko dzięki nim wsiadłam w polskiego busa o 6 rano :)
Zaczęłam bardzo szybką sesją z Eweliną, która miała juz tyle po drodze komplikacji, że nie zdziwiły mnie kolejne - opóźnienie mojego autobusu, opóźnienie wizażu, który robiła moja Karolina czy też tramwaj, który uciekł Ewelinie. Cieszę się, ze coś udało nam się jednak pstryknąć, bo Ewelinę wypatrywałam od dawna, uwielbiam jej urodę! Następnie szybko pobiegłam na Wawel, gdzie robiłam zdjęcia dla mojej niezastąpionej, ukochanej i wiecznie świetnie zorganizowanej Karince! W sesji pomagała nam Ana Louise, która już po raz kolejny niesamowicie ubrała moją modelkę, zaś makijaż wykonała Weronika, z którą miałam przyjemność współpracować po raz pierwszy i od razu wpadłam w niesamowite zauroczenie! Drugiego dnia przyszedł czas na kluczową sesję tego wyjazdu, tzn sesję z moimi kochanymi rudzielcami, dla których sukienek użyczyła genialna Kama Ostaszewska, kwiatową oprawą zajęła się niezastąpiona Kasia (#wiankiwianeczki!), a makijażem ponownie najlepsza Karolina.
No cóż.. musiałam się rozpisać! Za jakiś czas usiądę, przeczytam ten post i będę miała pewność, ze czasem warto dać z siebie 150%, warto trochę się nadenerwować, by cieszyć sie swoją pasją wraz z ludźmi, z którymi nią dzielę :) Bałam się, że będę żałowała, że pojechałam. Nic z tych rzeczy! Żałowałabym, gdybym nie pojechała. Było warto!!! :)
Dziękuję wszystkim, dzięki którym to wszystko się udało! <3333


















Sama nie mogę doczekać się efektów! :)

2 komentarze:

  1. Hi hi, jedną z tych dziewczyn (w rudych włosach) widziałam jak pędzi na sesję, bo wcześniej na przystanku dworzec słyszałam rozmowę właśnie w sprawie zdjęć. także miło minąć osobę, którą dość często widuje się u Ciebie na zdjęciach.
    Zatem czekam na efekty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaa nie mogę doczekać się efektów! :O

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.